Ostatnio dużo poświęcałem czasu na bieganie. Biegając jest się długo z sobą sam na sam. Zauważyłem wiele związków sportu i biegania z biznesem. Na przykładzie moich przygotowań do ultra maratonu górskiego „Rzeźnik” podzielę się moimi przemyśleniami.
Zapraszam do lektury.
1) Cel dający energię
Aby czegoś dokonać zarówno w sporcie jak i biznesie trzeba mieć cel:
Mieć cel i to taki, aby był wystarczająco rozgrzewający wyobraźnię – dla mnie osobiście w 2013 był to Bieg Rzeźnika. Czyli 77 km czerwonym szlakiem z Komańczy do Ustrzyk Górnych z łącznym przewyższeniem 3235m podbiegów oraz -3055m zbiegów.
Przy tak dużym celu wiesz, że nie zrobisz go robiąc to, co do tej pory. Wiesz, że konieczny będzie poważny trening i to wyrywa cię z „butów”. Robisz plany tego, co musisz zrobić cofając się wstecz od planowanego startu od dnia dzisiejszego. Planujesz niezbędne umiejętności i wyniki pośrednie, które musisz osiągać, aby mieć pewność, że jesteś w stanie osiągnąć cel. Do tego planujesz, co musisz zrobić miesiąc po miesiącu i dzień po dniu. Jak już masz gotowy szczegółowy plan wiesz czy dasz radę, – bo tak naprawdę liczy się tylko to czy dasz radę zrobić ten jeden najbliższy trening i ten jeden najbliższy wysiłek. Jeżeli tak to cały plan też ma rację bytu. Kolejne dni i kolejne treningi – o tym nie się nie myśli, bo, po co – będziemy się nimi zajmować, kiedy nadejdą.
Ten plan to wiele wymiarów: odpowiednia dieta ( gorzej jak do tej pory lubiłeś sobie pojeść i poimprezować w weekend), odpowiedni intensywny trening biegowy ( tu min 4-5 dni w tygodniu), regularny trening siłowy i o tego przemyślany ściśle ustalony kalendarz startowy ( nic tak dobrze nie stymuluje i nie sprawdza formy jak zawody) oraz wsparcie rodziny, która zrozumie, że nie tylko Twoje, ale i ich życie podporządkowane jest temu celowi.
W biznesie jest dokładnie tak samo nie ma ucieczki od planowania – to zawsze powinno być procesem, który zajmie Ci sporo czasu, – ale ten czas odpłaci się w przyszłości – nie ma, co zakładać, że jakoś będzie – nie będzie. Ktoś pięknie powiedział: „ Nie robienie planów to planowanie porażki”. Mega prawda!.
Biznes to też jak sport „łapanie wielu srok za ogon”. Aby osiągnąć sukces musisz zaplanować i zgrać ze sobą wiele różnych obszarów, które czasem bywają odległe. Musisz zadbać o sprzymierzeńców, którzy Ci pomogą tak jak mnie rodzina i znajomi.
2) Motywacja
Moje pierwsza teoria o Motywowaniu
W tym względzie jestem dosyć ortodoksyjnym indywidualistą na polu teorii zarządzania: jestem pewien, że nie jestem w stanie nikogo do niczego zmotywować. Mogę jedynie ludzi zniechęcać. Jednak zgodnie z moją własną teorią ( potwierdzoną w praktyce) mogę stwarzać innym możliwości, pokazywać kierunki i korzyści. Każdy z tego coś wybiera, co ma wartość dla niego. I to jest super „pakiet startowy” dla tej konkretnej osoby.
Co potem mogę zrobić to właśnie pomóc skonstruować wspólnie jak najlepszy plan. Plan, który będzie podzielony na jak najdrobniejsze zadania. Do tego planu i do każdego zadania ustalić, co jest mierzalnym efektem i potem konsekwentnie mierzyć to, co ustaliliśmy.
Wybierasz sobie swój cel i wiesz, co w nim jest takiego, co wyciąga twoją twarz w wielkiego banana. Wiesz, kiedy to ma się zdarzyć.
Na ten moment szykujesz swoją formę i gotowość. Pozostałe starty traktujesz jak element treningu i masz gdzieś, kto i co myśli o tym, jakie tam zajmujesz miejsca i jakie masz czasy.
Moim osobistym marzeniem było to, że uświadomiłem sobie jak bardzo bym chciał dożyć w zdrowiu fizycznym i psychicznym do czasu, kiedy urodzą się moje wnuki i że zobaczę, że moje dzieci są szczęśliwymi całkowicie samodzielnymi ludźmi.
I tu „zong”. Jak masz dziecko najmłodsze w wieku 5 lat sam mając 44 lata, stan fizyczny dość kiepski ( nawet nie nadwaga a już otyłość, różne przypadłości związane z brakiem rozsądku w uprawianym przez lata trybie życia) to wiesz, że to marzenie to mrzonki ……….
Musisz coś zmieni ć i to natychmiast i w znacznym stopniu!
Wiedziałem, że inny plan niż taki olbrzymi będzie po prostu zbyt ………nudny, aby go realizować. Sprawdziłem to już parę razy. Rzeźnik – to było coś jak wyprawa Tomka Sawyera, jak misja Indiana Johnsa – włosy mi się zakręciły na głowie.
DO DZIAŁANIA MOTYWUJĄ NAS NASZE WIELKIE
MARZENIA I NAMIĘTNOŚCI
A NIE ROZSĄDEK
MARZENIA Z TERMINEM REALIZCJI TO JUŻ CEL.
Moja druga teoria o Motywowaniu.
Kiedy mamy pakiet startowy, czyli człowiek, dlaczego chce coś osiągnąć i ma plan dzienny czy wręcz godzinowy, w który wierzy, należy zmierzyć dokładnie ten pierwszy trening, drugi trening. Wtedy wszyscy mają najwięcej zapału i chęci do pracy, więc z zapałem starają się na pierwszych treningach zrobić, co w ich mocy. Dają z siebie bardzo wiele i z wielkim zaangażowaniem, – z więc to naturalne, że oczekują równie wielkiego wyniku. Niestety wielkiego wyniku nie ma prawa być. Na szczęście, ponieważ mierzymy szczegółowo treningi ( okay – zamiennie mów tu zadania) to już po kilku możemy pokazać postępy w poszczególnych elementach. To jest właśnie kluczowe dla całego sukcesu.
To buduje pewność siebie – i bardzo sprzyjające skojarzenie. Jeżeli robię moje treningi na 100% to mam moje cząstkowe wyniki. A to daje wiarę, że mój cały plan i każdy kolejny trening jest tym, co rzeczywiście doprowadzi mnie na końcu do celu.
ŁAŁ – tak i tu jest efekt – człowiek oprócz chęci i ślepego zapału z początkowej fazy „pakietu startowego” nabiera prawdziwej wiary w sukces.
TO, W CO WIERZĘ NAJBARDZIEJ TO LINIJKA PONIŻEJ:
MOTYWACJA I TO SZALONA PŁYNIE WYŁĄCZNIE Z SUKCESU,
KTÓRY SMAKUJEMY CODZIENNIE!
Nie byłoby to możliwe, gdyby wcześniej nie zrobić dokładnego planu dziennego, co do aktywności i tego, co będzie miernikiem po stronie efektu, a potem gdyby tego nie mierzyć.
Może nikt mi nie uwierzyć, ale miałem taki plan na rzeźnika dzień po dniu, który rozpoczynał się w połowie października 2012 i kończył się 31 maja 2013. Jak łatwo policzyć 7,5 miesiąca.
Wierzcie mi, że odniosłem po drodze całe multum zwycięstw. Pada, – ale poszedłem na trening i zrobiłem fajny wynik ( ŁAŁ), schudłem kolejny kg ( W sumie 13 kg poszło do piachu…), zauważyłem, że biegnę 5 km, ale po dwóch miesiącach treningów moje tętno zatrzymuje się o 10% niżej niż na początku (ŁAŁ), maraton w planowanym czasie ( rekord poprawiony o 5 min, – ale jest), treningi w górach Św. Krzyż-Łysica-Św. Krzyż – 34 km szalony bieg w super tempie przez błoto, potoki górskie, skały, śnieg i lód 4h20’ (ŁAŁ).
Dzięki dobremu planowi zapewniłem sobie nieprzerwane pasmo sukcesów prawie codziennie – to w pewnym momencie było już jak narkotyk.
Ciąg dalszy w kolejnych odcinkach.
Zachęcam podzielcie się swoimi przemyśleniami.
cdn..
Super! I tak trzymać 😉 Niby takie proste, ale kto o tym pamięta na co dzień?